As-Salam alejkum!
Nie obraziłam się, nie przepadałam, blog działa dalej.
Tzn. przepadłam, ale tylko na tydzień i to w pobliskim Uzbekistanie. Trzeci stan zaliczony! Już od dawna wyjazd do Uzbekistanu był planowany, ale nie chciałam zapeszać. Nie sądziłam, że się uda.
Ale od początku - otóż do Taszkentu zawitali Skaldowie. Zrobili małe tournee po krajach Azji, m.in. grali w Turkmenistanie. Pewnie starsze pokolenie uzna to za herezję, ale musiałam chwilę pomyśleć jakie utwory Skaldów znam. Ostatecznie okazało się, że nie tylko "ktoś mnie pokochał, świat nagle zawirował", ale wiele innych,tylko nie zdawałam sobie sprawy, że to oni są wykonawcami.
Wraz z Sebastianem, który mieszka w Duszanbe, stwierdziliśmy, że koncert będzie dobrą okazją do odwiedzenia znajomych Polaków pracujących w ambasadzie w Taszkencie i zwiedzenia miast – Samarkandy i Buchary.
Baliśmy się, że wyjazd się nie uda. Uzbekistan = biurokracja i problemy z wizą. Sądziłam, że Kirgistan i Tadżykistan są zbiurokratyzowane pod tym względem, ale to co dzieje się w konsulatach i na granicy uzbeckiej przechodzi ludzkie pojęcie. Chociaż mieliśmy zaproszenie z ambasady polskiej w Taszkencie, trzeba było odczekać w kolejkach w tłumie Tadżyków i Uzbeków. I tak zostaliśmy bardzo ulgowo potraktowani – Sebastian załatwiał wizy, a ponieważ mieszkał kilka lat w Uzbekistanie i Tadżykistanie, umie wykorzystać fakt, że jest „biały” i, że pracuje w poważnej organizacji (ale i tak pan z konsulatu na niego nakrzyczał).
Samolotem dolecieliśmy do miasta Chodżent na północy Tadżykistanu (nie ma połączeń lotniczych Duszanbe – Taszkent - niepojęta polityka), a następnie dostaliśmy się do granicy. Granicę trzeba przejść pieszo – idzie się z 500 metrów przez strefę buforową. Kilka posterunków tadżyckich i uzbeckich, deklaracje, pytania, rewizje i w ekspresowym tempie 1,5 godziny znaleźliśmy się na ichniej ziemi. Oczywiście nie odbyło się bez kombinowania. Ja nie mogłam przyznać się, że pracuję w Save the Children, ponieważ kilka lat temu prezydent Karimow przeprowadził czystki w kraju i m.in. ta organizacja została „wyproszona”. Poszło o to, że NGO zaczęły bojkotować zmuszanie dzieci do pracy przy zbiorze bawełny. Wszyscy więc zostali pogonieni, a dzieci dalej pracują.
Załatwianie formalności zajęło nam 1,5 godziny. Tadżycy i Uzbecy pół dnia czekają, aż łaskawie pogranicznicy przepuszczą ich przez granicę. Byliśmy świadkami rewizji samochodu obywatela Kazachstanu – z auta wyjęto nawet szybę, fotele, zdjęto koła. Koszmar. I po co to wszystko?
Uzbecy bronią swojego kraju do tego stopnia, że zaminowali granicę z Tadżykistanem. Skarżą się, że przez Tadżykistan przenikają na ich terytorium fundamentaliści z Islamskiego Ruchu Uzbekistanu. W Uzbekistanie jak i Tadżykistanie mniejszości obu narodów są znaczne. W okresie ZSRR nie było granic, społeczeństwa wymieszały się. Ci, którzy przechodzą przez granicę, to głównie krewni i rodziny odwiedzający swoich bliskich. I tak samo Tadżyk jak i Uzbek mieszkający w Tadżykistanie nie jest mile widziany na terenie Uzbekistanu.
Waśnie tadżycko-uzbeckie, sprawa Samarkandy i Buchary to bardzo długi i skomplikowany temat. Tadżycy twierdzą, że najchętniej Uzbecy zmietliby ich z powierzchni ziemi. Jeśli chcecie więcej, zapraszam na bloga Ludwiki - http://sputniczka.blox.pl/html
Taszkent – czteromilionowe miasto, w którym nie mogłam się zupełnie połapać i odnaleźć. Nie mogłam na początku również połapać się w miejscowej walucie – sumach. W kraju nie ma kantorów, pieniądze wymienia się na bazarach albo w banku narodowym (po bardzo marnym kursie). I tak mniej więcej 1 dolar to 2 000 sumów. Tymczasem banknoty kończą się na kwocie 1 000 sumów. Czyli tak jakby w Polsce banknoty kończyły się na 1,5 zł. A ceny są porównywalne. Chcąc wymienić 300 dolarów trzeba zabrać ze sobą reklamówkę, żeby pomieścić tak dużo papierków (zresztą zobaczcie w galerii). Dwa tłumaczenia takiego systemu – przeciwdziałanie inflacji (?!) oraz polityka przeciwdziałająca oszczędzaniu. Rzeczywiście łatwo wydaje się takie pieniądze.
W Taszkencie widzieliśmy tramwaje i metro, wszędzie można kupić coca-colę – cywilizacja! Kobiety rzadko wdziewają chustki na głowę (Karimow zakazał noszenia chust w szkołach). I wszędzie trzeba mieć ze sobą paszport, za każdą zamianą miejsca zamieszkania trzeba się meldować, spokojnie odpowiadać na głupie pytania milicjantów, nie uciekać na dźwięk milicejskiego gwizdka i bez nerwów kasować zdjęcia w aparacie, które wg. milicjanta są nielegalne. W Taszkencie zdążyłam jeszcze przejechać się metrem, zwiedzić polską ambasadę i poznać jej pracowników (wszystko dzięki uprzejmości Chargé d'Affaires – p. Jerzego Stankiewicza) i zobaczyć kościół katolicki (który jest naprawdę piękny).
Ale do sedna – przyjechaliśmy na koncert Skaldów przecież. Sala koncertowa była pełna! Przyszło wielu Polaków – jak się okazało Polonia w Uzbekistanie jest liczna. Skaldowie dali piękny koncert, kilka utworów wykonali nawet po rosyjsku. Po koncercie zespół został zaproszony przez ambasadę polską na kolację. Przedstawiciele polscy z Duszanbe oczywiście również zostali zaproszeni i wzięli udział w kolacji:)
Podczas spotkania wraz z Anią i Łukaszem, którzy pracują w ambasadzie podjęliśmy decyzję – jutro jedziemy do Buchary! (zresztą w ślad za Skaldami i jak się okazało kolacja po koncercie nie była ostatnią z artystami:)
Buchara - stare miasto Buchary jest jednym z najcenniejszych zespołów architektury islamu w środkowej Azji i obejmuje około ok. 140 obiektów. Miasto zostało założone ok. I wieku naszej ery. Starsza jest Samarkanda. Właściwie starzeje się w oczach – wciąż odkopywane są dowody na jest wieloletnią historię – ostatnie wyniki badań dają Samarkandzie 2 750 lat. Samarkanda jest stanowczo symbolem Azji Środkowej. Nawet na okładce przewodnika Lonely Planet po Azji Srodkowej widnieje zdjęcie jednej z budowli. Samarkandzkie zabytki są monumentalne i piękne. Ale tuż obok nich pobudowane są socjalistyczne bloki. Co wam powiem, to wam powiem – ale Buchara jednak ma swój niesamowity klimat, zabytki położone są blisko siebie, gdyby przymknąć oko na handlarzy i auta można poczuć się jak w XV wieku.
Historia miast jest długa. Żyli i tworzyli w nich najwięksi myśliciele i filozofowie perscy z Awicenną na czele. Rozumiem, czemu Tadżycy ubolewają nad utratą tych miast. Cytat z bloga Ludwiki:
„I co my mamy pokazać cudzoziemcom, którzy do nas przyjeżdżają? - żalił się Dżalil. -Te suche góry? Bez Samarkandy, Bez Buchary jesteśmy jak dzikusy, którzy nie mają własnej historii. A Uzbecy teraz chwalą się całemu światu naszymi zabytkami. Dobrze by było gdyby choć z 10 procent ludzi na Ziemi wiedziała jaka nam się stała krzywda. - Dżalil, wielki, barczysty chłop miał prawie łzy w oczach”.To nie będzie obiektywne, ani dyplomatyczne co teraz napiszę. Po kontroli granicznej przy powrocie mieliśmy ochotę ucałować ziemię tadżycką i uściskać pierwszego tadżyckiego pogranicznika. Sebastian zapewniał, że to była jego ostatnia wizyta w Uzbekistanie. W TJ poczuliśmy się jak w domu wśród przyjaznych ludzi. Żaden z pograniczników tadżyckich nie przegrzebał mi plecaka, nie przeszukał butów, brudnych skarpetek. Nikt z Tadżyków nie obmacał mi kieszeni. Za to prawie wszyscy z uśmiechem odpowiadali na nasze „As-Salam alejkum”! Nie chcę wierzyć w te stereotypy (które panują w całej Azji Środkowej), jakoby Uzbecy byli złymi ludźmi. Może dlatego są nie lubiani, ponieważ są najliczniejszym narodem regionu (27 mln ludzi), może obecna polityka wpływa na ich zachowanie. Polacy, którzy pracowali w Uzbekistanie, a obecnie są w Duszanbe zgodnie twierdzą, że narody te bardzo się różnią. Na tego typu opinie na razie patrzę z przymrużeniem oka.
Jakby z tymi Uzbekami nie było, mają dobry płow, no i na ich terenie położone są perełki w postaci Samarkandy i Buchary. Zapraszam do galerii.
To był naprawdę intensywny i fajny tydzień! Pominęłam w poście nocne oglądanie filmów w pociągu płackartnym w drodze do Buchary, wieczory ze Skaldami, spotkanie z polskimi księżmi, szaleństwo zakupowe z Anią (po co nam kolejne uzbeckie obrusy Aniu?!), wieczór w knajpie „Blues” z której dostałam filiżankę na pamiątkę. Pominęłam wizytę na pustyni i nad jeziorem na stepie, „spotkanie” z wielbłądami.
Rachmat wszystkim za ten czas – Ani, Łukaszowi, pracownikom ambasady za zaproszenie, Skaldom no i głównie Sebastianowi z Duszanbe (gdyby nie Ty kolego, pewnie bym jeszcze tkwiła na granicy:)
Pozdrawiam!



